Kilka refleksji o dogmacie pt. minimalny kapitał zakładowy – czyli o tym, że zmierzchu minimum kapitałowego nie należy się obawiać

8

Na łamach Korporacyjnie.pl wielokrotnie poruszaliśmy tematy związane ogólnie rzecz ujmując z postulatami i projektami zmian w prawie spółek handlowych, in concreto – dotyczących spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, mających na celu zniesienie wymogu minimalnego poziomu kapitału zakładowego, względnie obniżeniu minimalnego progu do 1 PLN (por. art.  154 Kodeksu spółek handlowych: Kapitał zakładowy spółki powinien wynosić co najmniej 5.000 PLN;  w przypadku spółki komandytowo-akcyjnej art. 126 Kodeksu spółek handlowych – minimum to 50.000 PLN; zaś względem spółki akcyjnej por. art. 308 Kodeksu spółek handlowych – minimum to 100.000 PLN). Por. teksty M. Żołubaka, Planowane zmiany regulacji dotyczących…, A. Tropaczyńskiego, Zmierzch kapitału….; tenże, Czy prof. Kidyba ma rację?.

Planowane zmiany w prawie polskim mają na celu generalnie uatrakcyjnić formułę sp. z o.o. jako podstawowej instytucji, spółki kapitałowej, służącej do prowadzenia działalności gospodarczej oraz w pewnym sensie zwiększyć konkurencyjność polskiej sp. z o.o. w stosunku do podobnych spółek występujących w państwach Unii Europejskiej (UE).  Jak również pisaliśmy na blogu – w państwach UE podejmowane są wysiłki służące przyciągnięciu inwestycji, a dokonywane za pomocą modernizacji przepisów regulujących prawo spółek (zob. tekst K. Reszczyk o reformie holenderskiego prawa spółek – wskazuje ona na przyjęciu m.in. modelu monistycznego dla spółek kapitałowych i zastanawia się czy nie byłoby słuszne implementowanie takiego rozwiązania do prawa polskiego ). Dodać należy, że w Holandii zniesiono całkowicie wymóg minimum kapitału zakładowego w odpowiedniku polskiej sp. z o.o. – Dutch private limited liability company.

We wpisie chciałbym odnieść się do wciąż pokutującego w doktrynie prawniczej przekonania o jakiejś mitycznej roli kapitał zakładowego, o dziwo prezentowanej przez uznanych teoretyków i praktyków (por. art. J. Modrzejewski, C. Wiśniewski, Zmierzch minimum kapitałowego – co dalej? [w:] Prawo handlowe XXI wieku. Czas stabilizacji, ewolucji czy rewolucji. Księga jubileuszowa Profesora J. Okolskiego, pod red. M. Modrzejewskiej, Warszawa 2010) oraz braku działań polskiego ustawodawcy (a także postulatów doktryny) mających na celu wzmocnienie konkurencyjności polskich spółek handlowych na arenie europejskiej.

Nie ma bowiem obecnie żadnych wątpliwości, że w świetle zasady swobody przedsiębiorczości w ramach UE dochodzi w państwach UE do konkurencji porządków prawnych umożliwiających zakładanie (rejestrowanie) spółek handlowych. Porównać tę sytuację można z sytuacją w USA, gdzie stany rywalizują o potencjalnych przedsiębiorców. Prym wiedzie w tym stan Delaware ( a ostatnio Floryda) – gdzie ulokowała się większość spółek z listy Fortune 500 (Dominacja Delaware wynika z: 1) bogatego orzecznictwa interpretującego przepisy tamtejszego kodeksu spółek handlowych, ang. Delaware General Corporation Law 2) wyspecjalizowanego sądu rozstrzygającego spory z zakresu prawa spółek). Dodatkowo w USA funkcjonuje tzw. internal affairs doctrine  co przejawia się w stosowaniu przez sądy prawa właściwego dla stanu rejestracji spółki, mimo że spółka może prowadzić działalność poza tym stanem.  W świetle konkurencyjności porządków prawnych w UE zaobserwować można tendencje do zakładania spółek w państwie o łagodnym reżimie (np. w Wielkiej Brytanii) a następnie powrót do kraju macierzystego w celu prowadzenia tam działalności (np. powrót do Niemiec czy Polski) (pseudo zagraniczne spółki). Dziwi więc, że polski ustawodawca nie podejmuje działań, które mogłyby wpłynąć na atrakcyjność polskich spółek na arenie międzynarodowej. Wręcz przeciwnie, planowane zmiany w prawie podatkowym zmierzają w odwrotną stronę. Dodatkowo zupełnie brakuje w Polsce debaty o możliwościach uelastycznienia polskiego prawa spółek, dominuje konserwatywne podejście opierające się na akceptacji stanu prawnego de lege lata. Przykładem konserwatywnego podejścia są poglądy wyrażane w odniesieniu do minimalnego kapitału zakładowego w sp. z o.o.

8 stycznia 2009 r. zmieniono minimalną wartość wymaganego kapitału zakładowego w sp. z o.o. (poprzednio 50.000 PLN) co spotkało się ze znaczną krytyką ze strony doktryny (krytycznie o zmianie m.in. : J. Modrzejewski, C. Wiśniewski, op. cit.,  A Kidyba, Kodeks spółek handlowych. Komentarz. komentarz do art. 154, LEX). Podobną krytykę wywołuje plan zniesienia in extenso minimum kapitału zakładowego w sp. z o.o. względnie obniżenia minimum do 1 PLN. Twierdzi się mianowicie, że: doprowadzi to do zniesienia linii demarkacyjnej pomiędzy spółkami osobowymi a spółkami kapitałowym, oprócz sp. z o.o. są inne formy prowadzenia działalności (sic!), w Polsce nie ma problemu ucieczki przedsiębiorców do państw o liberalnych wymaganiach dotyczących minimalnego kapitału zakładowego czy też że kapitał zakładowy stanowi kręgosłup spółki kapitałowej (zapomina się że w takim razie również kręgosłup spółki osobowej – spółki komandytowo-akcyjnej).

Mnie te argumenty zupełnie nie przekonywują, pozbawione są ratio innego niż pewnego rodzaju nastawienie doktrynalne, którego należy się trzymać bez względu na zmieniające się otoczenie gospodarcze. Po pierwsze, linia demarkacyjna pomiędzy spółkami osobowymi a kapitałowymi nie jest czymś magicznym i niezmiennym. Tak jak istnieją instrumenty hybrydowe (np. akcje uprzywilejowane) tak istnieć mogą spółki hybrydowe (przejawiające cechy spółki osobowej oraz spółki kapitałowej). Kapitał zakładowy nie wydaje się być  differentia specifica  spółki kapitałowej, skoro w polskich warunkach jak była mowa funkcjonuje w ramach spółki osobowej. Po drugie, udostępnienie sp. z o.o. bez minimum kapitałowego jest ułatwieniem i realizacją swobody działalności gospodarczej. Już zmniejszenie minimum kapitałowego z 50.000 do 5.000 PLN moim zdaniem wpłynęło na wzrost liczby rejestrowanych sp. z o.o. (w 2005 r. funkcjonowało ich ok. 195 tys.; w latach 2005-2010 przybyło 55 tys. sp. z o.o.  natomiast w latach 2010-2012 przybyło ich już blisko 40 tys. – trudno nie skonkludować, że jedną z przyczyn, jeśli nie główną przyczyną, wzrostu rejestrowanych spółek były zmiany w  prawie spółek handlowych dotyczące minimum kapitałowego). Po trzecie, argument o dostępnych formach prowadzenia działalności jest co najmniej dziwny. Sp. z o.o. umożliwia ograniczą odpowiedzialność wspólnikom, którzy taka samą możliwość osiągną jedynie zakładając spółkę akcyjną albo SKA (przy dużo wyższym minimum kapitałowym). Warto przeciwstawić argumentom contra zmianom w minimum kapitałowym w sp. z o.o. sytuację w państwach common law (mimo że kiedyś od pewnego profesora prawa handlowego usłyszałem, że analiza i nauka tego systemu jest zbędna w warunkach polskich…)

Niemniej jakoś w państwach common law minimum kapitału zakładowego nigdy nie było i wcale państwa te źle na tym nie wyszły (przedsiębiorcy zakładający tam działalność również). Wręcz przeciwnie w państwach common law podkreśla się, że to forma prawna ma być na tyle elastyczna, aby dobrze służyła ją tworzącym (wspólnikom, akcjonariuszom).  Warto dodać, że dziwi zapatrzenie polskiej doktryny w kontynentalny reżim prawny, skoro i tak spora część instytucji współczesnego prawa spółek czy instrumentów finansowych pochodzi z państw common law. Podnoszone w doktrynie argumenty wydają się też nie odróżniać minimum kapitałowego od kapitału spółki w ogólności (majątku spółki). Wspólnicy pokrywają udziały w sp. z o.o. wkładami w konsekwencji wnosząc do spółki majątek, minimum kapitałowe sprawia, że wspólnicy nie mogą wnieść określonego wkładu poniżej pewnego progu. W jednym i w drugim przypadku nie można stwierdzić, że spółka z o.o. dzięki temu będzie miała jakiś konkretny majątek. Sp. z o.o. jest odrębnym bytem od udziałowców i z tak wniesionym majątkiem może zrobić co chce. Nieprawdziwa jest też teza że wnosząc wkłady na poziomie minimalnym udziałowiec „kupuje” nieograniczoną odpowiedzialność, bo odpowiada jedynie spółka. Następuje pomylenie pojęć, udział jest formą lokaty kapitału (podobnie jak akcja), z którym immanentnie wiąże się ryzyko utraty wkładu wniesionego na jego pokrycie. Im większy wkład tym większe ryzyko, ale czego ustawodawca ma decydować o minimalnym ryzyku udziałowca? Jaki jest tego sens? Z pewnością wysokość minimum kapitałowego nie wpływa na ochronę wierzycieli, skoro zdarzają się spółki o dużej wartości kapitału zakładowego, których kapitał ma rzeczywiste pokrycie w aktywach dzięki zabiegom księgowym.

Słusznie więc wskazuje się, że kapitał zakładowy to wskaźnik poziomu zaangażowania wspólników a nie gwarant wiarygodności finansowej (tak: Kodeks spółek handlowych. Komentarz. Tytuł III Spółki kapitałowe. Dział I. Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością. Tom 2, red. T. Siemiątkowski, R. Potrzeszcz, komentarz do art. 174)

Z głosami krytycznym sensownie polemizuje też A. Tropaczyński, stwierdzając m.in. „Już obecnie minimalny kapitał zakładowy jaki jest wymagany do założenia spółki z ograniczoną odpowiedzialnością wynosi jedynie 5.000 złotych. Nie sposób zaprzeczyć, że wniesienie takiej kwoty nie zapewnia wierzycielom spółki jakiejkolwiek gwarancji jej wypłacalności i to niezależnie od rodzaju prowadzonej przez spółkę działalności.”

M. Żołubak słusznie wskazał, również że „poziom minimalnego (dodanie moje) kapitału zakładowego wynoszący 5.000 PLN jest arbitralny i nie zapewnia wystarczającej ochrony wierzycielom spółki. W związku z powyższym planowanemu obniżeniu minimalnego poziomu kapitału zakładowego do kwoty 1,00 PLN”.

W tym kontekście niezrozumiałe jest, że obniżenie minimum kapitałowego w polskich sp. z o.o. ma nastąpić za ponad rok….

Ciekawy jestem jakie jest Wasze zdanie na temat roli minimum kapitałowego w polskich spółkach 🙂 jak też propozycji uelastycznienia polskiego prawa spółek (ewentualne artykuły prosimy przesyłać na adres contact@korporacyjnie.pl)

 

Share.

About Author

Doktor nauk prawnych.

Specjalizuję się w prawie spółek, fuzjach i przejęciach (zob. www.transakcyjnie.pl), prawie medycznym (zob. www.prawoamedycyna.pl) oraz prawie konkurencji (zob. www.antitrust.pl).

Współpracuję z jedną z polskich kancelarii prawnych, gdzie doradzam przedsiębiorcom w zakresie prawa spółek, restrukturyzacji, prawa konkurencji czy M&A.

Jestem założycielem i pomysłodawcą Korporacyjnie.pl.

Ukończyłem Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego (studia prawnicze i obrona doktoratu z prawa administracyjnego), Szkołę Główną Handlową (studia doktoranckie z zakresu ekonomii), Centrum Prawa Amerykańskiego oraz studia podyplomowe LLM Thesis w Maurer School of Law, Uniwersytet w Indianie (full tuition scholarship). Studiowałem także i byłem stypendystą Levin College of Law (Uniwersytet na Florydzie), Maurer School of Law w Bloomington (Uniwersytet w Indianie) oraz w ramach programu Columbia Law School Summer Program w Amsterdamie. Odbyłem również pobyt badawczy (research scholar) w Collegio Carlo Alberto (Uniwersytet w Turynie) w ramach grantu badawczego. Wykładam prawo konkurencji i prawo handlowe wraz prof. A. Mokrysz - Olszyńską na Wyższej Szkole Humanitas w Sosnowcu. Aktualnie kończę pisać rozprawę doktorską z ekonomii dotyczącą podejścia ekonomicznego w ocenie koncentracji niehoryzontalnych (USA oraz UE) w Katedrze Prawa Międzynarodowego i Organizacji Międzynarodowych w Kolegium Gospodarki Światowej Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

Jestem członkiem licznych stowarzyszeń polskich i międzynarodowych: Stowarzyszenia Prawa Konkurencji, Polskiego Stowarzyszenia Ekonomicznej Analizy Prawa, Polskiego Stowarzyszenia Sądownictwa Polubownego, Asian Competition Forum, European Association of Health Law oraz Stałym Współpracownikiem CARS (Wydział Zarządzania UW).

Napisałem wiele artykułów naukowych (opublikowanych m.in. w Global Antitrust Review, Monitorze Prawa Bankowego, Przeglądzie Ustawodawstwa Gospodarczego, Państwie i Prawie, internetowym Kwartalniku Antymonopolowym i Regulacyjnym) i prasowych. Publikuję też na www.concurrences.com.

Występuję jako prelegent na warsztatach, szkoleniach oraz konferencjach naukowych (m.in. prezentowałem referaty w Toronto czy Hong Kongu).

W 2016 r. zostałem  laureatem V edycji konkursu „Prawnicy – liderzy jutra 2016”, organizowanego przez Dziennik Gazeta Prawna i Wolters Kluwer Polska oraz wyróżniony w kategorii "młodzi obiecujący" przez miesięcznik "Gentleman".

Publikacje

Konferencje

8 komentarzy

  1. Nie zgadzam się częściowo z argumentacją przedstawioną we wpisie. Moim zdaniem obniżenie kapitału zakładowego nie ma i nie będzie mieć jakiegokolwiek wpływu na zwiększenie konkurencyjności polskich spółek. Na jakiej płaszczyźnie miała by się ta konkurencyjność zwiększyć? Poprzez fakt, iż łatwiej będzie zgromadzić kapitał na jej „start”? Dla przeciętnego Kowalskiego nic się nie zmieni, bowiem w gąszczu biurokratycznych wymogów, pułapów, obowiązków zgłoszeniowych, formularzy i tak nie uprości mu to procesu zakładania spółki. Myślę, że za to wzrośnie ilość spółek z o.o. działających w sposób fikcyjny albo zakładanych jako tzw. „słupy”. Ponadto, nie uważam, iż wzrost ilości zakładanych spółek zawdzięczamy obniżeniu minimalnego progu kapitału zakładowego. Stawiałbym tu raczej na przedsiębiorczość Polaków, którzy – jeżeli próg 50 tys. był za wysoki – mogli wcześniej korzystać z innych form prawnych takich jak spółki osobowe. Obniżenie wartości kapitałowe zapewne miało jakiś udział w tymże wzroście, ale nie był on moim zdaniem jego głównym impulsem. Zgadzam się natomiast ze stwierdzeniem, iż obecnie kapitał zakładowy nie pełni jakiejkolwiek funkcji gwarancyjnej, a dochodzenie roszczeń w trybie 299 KSH również w pełni nie zabezpiecza roszczeń wierzyciela. Obniżeniu kapitału zakładowego do 1 zł albo zniesienie minimum powiedziałbym TAK, jeżeli zmiana szła by w parze z innymi zmianami w KSH oraz ze zmianami w KPC, które umożliwiłyby odpowiednie zabezpieczenie roszczeń wierzycieli (np. możliwość otrzymania klauzuli wykonalności na członków zarządu jak w spółkach osobowych, albo możliwość otrzymania nakazu zapłaty w postępowaniu nakazowych przeciwko członkom zarządu itd.). Na marginesie tylko wspomnę, iż argument, iż w krajach systemu common law nie ma minimum, a mimo to wszystko jest „ok” uważam także za nie do końca prawidłowy, bowiem stan taki wynika po części z tego, że w systemie anglosaskim istnieje zasada caveat emptor, która wymusza na stronach umów handlowych obowiązek wzajemnego „sprawdzania” swojej rzetelności na rynku – ale to temat równie kontrowersyjny i sporny, także nie chciałbym go bardziej rozwijać. Pozdrawiam.

  2. Dziękuję za komentarz. Ad 1 (związku pomiędzy obniżeniem minimum kapitałowego a konkurencyjnością) We wpisie nie twierdzę, że takowy jest, ale poglądy takie są wyrażane. Analizując sytuację zmian w Holandii skłaniam się ku poglądowi, że fakt istnienia minimum bądź nie wpływa na konkurencyjność. Co do procesu zakładania spółki – S24 znacznie ten proces uprościła (jest to fakt, potwierdzony statystycznie). Ad 2 bardzo ciekawi mnie Pańskie zdanie notabene zabezpieczeń wierzycieli. Jeśli dobrze rozumiem jego istotą jest przeniesienie odpowiedzialności (rozszerzenie) na członków zarządu? W takim razie mielibyśmy zmianę „jakościową” i upodobnienie sp.z o.o. do spółki osobowej. Ad 3 Nie za bardzo widzę związek pomiędzy zasadą caveat emptor a minimum kapitałowym. Gdyby zechciał Pan rozwinąć swoje przemyślenia to chętnie opublikujemy je na stronie jako osobny wpis, pozdrawiam również.

    • Brak kapitału początkowego = brak funkcji gwarancyjnej. Jak w takim razie dochodzić roszczeń np. od sp. z o.o., która jest goła i wesoła, bowiem nie ma żadnego majątku (ponieważ nie będzie miała obowiązku go posiadać bez progów kapitału zakładowego)? Summa summarum jedyną możliwością odzyskania należności jest 299 KSH. Nie jest to łatwa procedura, dlatego w przypadku zniesienia kapitału zakładowego postulowałbym za jej uproszczeniem (naprędce wskazałem dwa rozwiązania). Także odpowiadając na Pana pytanie; tak, mając na uwadze polskie realia pokuszę się o tezę, iż zabezpieczenie roszczeń wobec spółki sprowadza się do „ścigania” członków zarządu lub likwidatorów. I trudno jest chyba mówić, że w takiej sytuacji model sp. z o.o. zbliży się do modelu spółki osobowej, bowiem odpowiedzialnością za zobowiązania spółki z o.o. obarczony jest jedynie zarząd jako ośrodek decyzyjny, a nie sami wspólnicy. Jeżeli chodzi o zasadę caveat emptor, to zasygnalizowałem jej istnienie chcąc zaznaczyć, iż dla bezpieczeństwa stosunków handlowych ważna jest aktywność obu stron i wzajemne sprawdzanie swojej wiarygodności na rynku. Nie ośmielę się na rozwinięcie swoich przemyśleń dotyczących tejże zasady, bowiem w kwestiach związanych z systemem anglosaskim nie jestem zbyt biegły. Wiem natomiast, że Pan, Panie Szymonie kończył fakultety dotyczące m.in. prawa amerykańskiego, zatem za wpis dotyczący zasady „let the buyer be aware” byłbym serdecznie wdzięczny:)

  3. Panie Jakubie, to przecież nie jest tak, że spółki z o.o. przy wnoszeniu kapitału zakładowego w wys. np. 1 zł nie będą posiadały żadnego majątku. Nikt rozsądny nie porywa się na prowadzenie działalności gospodarczej nie przeznaczając na ten cel odpowiednich środków. Problem niewypłacalności pojawia się najczęściej nie z uwagi na brak wyposażenia spółki w majątek na jej starcie (niekoniecznie w formie wpłat na kapitał zakładowy, ale również np. pożyczek, agio, itp.), a z powodu zdarzeń, które mają miejsce później. Założenia projektu proponują rozwiązania mające uszczelnić ochronę wierzycieli, choć jaką formę przyjmą szczegółowe rozwiązania jeszcze nie wiemy. Pomysł z nakazem zapłaty (czy też klauzulą wykonalności) przeciwko członkom zarządu na pewno ciekawe, choć nie jestem pewien czy jednak nie byłby to jeden krok za daleko.
    Co do gwarancyjnej funkcji kapitału, która jak wiadomo w Polsce jest kompletną fikcją, to temat jest strasznie trudny. Nie da się w mojej ocenie progu minimalnego kapitału zakładowego ustalić w taki sposób, aby z jednej strony realnie zabezpieczał on wierzycieli (i tu od razu pytanie na jak długo??), a z drugiej strony nie ograniczał możliwości prowadzenia działalności w formie spółek z o.o. mniejszym organizmom gospodarczym. Zatem nie 5 tys., nie 50, ani nie 500 tys. Czyli nie tędy droga.

    • Panie Andrzeju, co do zasady zgadzam się z twierdzeniami zawartymi w samym wpisie oraz w Pana komentarzu. Przede wszystkim zgadzam się, iż osoby chcące prowadzić działalność gospodarczą za pośrednictwem spółki z o.o. (i chcące zarabiać) zadbają prędzej czy później o to, żeby podmiot ten miał swój majątek (bo przecież inaczej nie można mówić o rozwoju spółki). Ja jednak w obliczu postulatów dotyczących obniżenia czy też zniesienia kapitału początkowego zawsze mam przed oczami oszustów i naciągaczy, którzy czyhają na taką okazję by zakładać spółki sp.k. sp. z o.o. albo nie mają zamiaru wnosić do sp. z o.o. wkładów itd.

      Swoją drogą jestem ciekaw jaki jest udział procentowy skutecznych egzekucji ze spółek kapitałowych. Ktoś z Państwa dysponuje statystykami w tym zakresie? Ciekawią mnie również statystyki związane z S24 – czy byłaby możliwość otrzymania jakichś danych w tych tematach na maila?

      Z góry dziękuję.

      PS: pomysł, aby ułatwić uzyskanie nakazu w nakazowym przeciwko członkom zarządu również uważam za ciekawy – zwłaszcza, że wymyśliłem go na poczekaniu:)

  4. Wojciech Bagiński on

    Panowie, bardzo ciekawa dyskusja.

    Uważam, że wykluczyć należy pomysł rozszerzenia odpowiedzialności członków zarządu w spółkach z o.o. Uważam, że mogłoby to ograniczyć konkurencyjność polskiego systemu prawnego z punktu widzenia przedsiębiorców. W takim układzie niezwykle trudno będzie znaleźć osoby gotowe przyjąć na siebie ciężar zarządzania spółką oraz pełnej odpowiedzialności za jej zobowiązania. Doprowadziłoby to do sytuacji w której wspólnicy spółki byliby potencjalnie jedynymi osobami, które miałyby „bodziec prawny” do przyjęcia roli członków zarządu.

    Podsumowując, jeżeli wspólnicy są głównymi osobami, które czerpią korzyści z faktu posiadania udziałów w spółce i jednocześnie mają ograniczoną odpowiedzialność to tym bardziej odpowiedzialność członków zarządu (nie wspólników) powinna być ograniczona ponieważ z założenia czerpią oni mniejsze korzyści i korzyści te są czerpane z innej podstawy (faktu prowadzenia spraw spółki a nie z faktu bycia udziałowcem). To wszystko oczywiście przy założeniu, że członkowie zarządu „grają zgodnie z zasadami gry”.

    • To prawda, że w przypadku ułatwienia dochodzenia roszczeń od członka zarządu trudniej byłoby znaleźć osoby gotowe zostać członkiem tego organu, ale czy teraz nie mamy pełnej odpowiedzialności członka zarządu? Jeżeli nie zostanie zgłoszony w terminie wniosek dot. upadłości (a tak najczęściej się dzieje) to i tak w całości odpowiedzialnością obarczony będzie członek zarządu.

      Chociaż, tak na marginesie, gdybym dostawał takie pieniądze za funkcję prezesa jakie przytacza onet.pl to chyba byłbym w stanie przyjąć na siebie taką odpowiedzialność be żadnego „ale” 😉 link poniżej 🙂

      http://biznes.onet.pl/zarobki-polakow–10-najlepiej-oplacanych-zawodow,18550,5571853,14942636,fotoreportaze-detal-galeria

  5. 299 nie jest wcale takie łatwe do dochodzenia, często można się przed nim całkiem skutecznie bronić. Co do „oszustów”, to oni zawsze znajdą sposób, ważne żeby ich potem skutecznie ścigać. A z tym obawiam się jest jeszcze gorzej niż z gwarancyjną funkcją kz 😉 – delikatnie rzecz ujmując polscy prokuratorzy nienajlepiej czują się w przestrzeni „gospodarczej”.

Leave A Reply

Filtr antyspamowy *